Black Friday

Żebyśmy mogli rozmawiać o Black Friday musimy ustalić jedną, bardzo ważną rzecz: nigdy, ale to nigdy nie tłumaczcie tej nazwy na język polski! Wcale nie chodzi mi o to, że angielskie jest lepsze, ale wyobraźcie sobie taką sytuację: stoję w przedpokoju przygotowana do wyjścia na zakupowe łowy, gdy wchodzi np. moja mama i pyta „a dokąd to?”, więc jej mówię „na Czarny Piątek”. Mama ma wówczas dwa wyjścia: pomyśleć, że idę na jakiś protest lub, co gorsza, na jakąś satanistyczną okoliczność, która na pewno poprzedza czarną mszę. Szlaban na jakiekolwiek wyjścia jest pewny jak w banku. Dla własnego dobra pozostańcie przy nazwie Black Friday. Oszczędzicie innym nerwów, a sobie czas na tłumaczenia, który na pewno spożytkujecie milej!

Black Friday nieśmiało wdzierał się do Polski, aż rozhulał się na dobre! To taka nowa
świecka tradycja, która spotyka się z coraz większym entuzjazmem, nie tylko wśród łowców okazji, ale przede wszystkim wśród miłośników zakupów.

W Stanach Zjednoczonych, z których pochodzi, jest sygnałem dla konsumentów, że już można zacząć kupować prezenty świąteczne. Ja lubię ten dzień też z trochę innego powodu: z ogromną przyjemnością obserwuję i podsłuchuję innych kupujących! Proszę mi to wybaczyć, ale taka już jestem; ludzie bardzo mnie ciekawią. Wiecie, że podczas oglądania przecenionej kurtki może dojść do prawdziwych dramatów, a chęć kupienia spodni o dwa rozmiary mniejsze niż nosi się zazwyczaj pcha potencjalnego klienta w stronę obietnic o utracie wagi? W takich momentach warto sobie uświadomić, że fajnie jest coś kupić, ale nich nie będzie to koniecznością!

Podczas jednej z takich wyprzedaży moją uwagę przyciągnęły pewne buty. To nic nowego, buty zawsze przyciągają moją uwagę! Te akurat miały niesamowicie wysoki obcas, który od razu skazałby mnie na upadek, w konsekwencji którego w sposób skomplikowany złamałabym nogę. Chciałam je tylko dotknąć! Wyciągam po nie rękę i pod palcami czuję skórę, ale ludzką! W ostatniej chwili opanowałam krzyk! No cóż, ktoś inny też chciał je sprawdzić. Obok zauważam model, który był bardziej w moim stylu, a już na pewno bezpieczniejszy. Kolejny raz ubiega mnie inna osoba. Przechodzącą ekspedientkę pyta o rozmiar 39. Uff! Ja mam 40, więc w razie czego nie będę musiała się o nie bić. W odpowiedzi w przepraszającym tonie słyszy, że niestety nie ma. Zaśmiałam się pod nosem, myśląc, że na pewno wyszły. Ze wskazanego modelu został tylko rozmiar 37. „Pani 39” decyduje się przymierzyć. Cieszyłam się, że mam ciasną czapkę, która uchroniła mój mózg przed eksplozją. Przecież nawet, gdybym obcięła paznokcie, a cały martwy naskórek umieściła w mogile na cmentarzu komunalnym, to za nic w świecie z mojego 40 nie zrobię 38! Takie właśnie historie sprawiają, że Black Friday staje się dla mnie atrakcyjniejszy.

Zewsząd słyszymy, żeby kupować odpowiedzialnie, a przy tym nie dać się nabrać na tylko pozorne obniżki. We Freeshion mamy dla Was promocje nie tylko w piątek, ale przez cały tydzień! To prawdziwy Black Week. Przygotowaliśmy dla Was takie rabaty, że śmiało możecie się decydować na sprawienie sobie przyjemności w naszym sklepie. To też doskonała okazja, by, wzorem Amerykanów, już teraz rozejrzeć się za prezentami świątecznymi i kupić je w lepszych cenach. Obiecujemy, że rachunek, który Wam wystawimy na pewno nie wpędzi Was w czarną rozpacz! Niech Black Friday czuje się w Polsce dobrze!

Dodaj komentarz