Jesień. Wady i minusy.🍂

Gdyby listopad był kobietą, musiałby się długo i starannie malować. Cieszę się nawet, że mam brudne okna i nie widzę świata za nimi. Rzeczywistość listopadowa to jakieś nieporozumienie.

Gdy tylko kończą się wakacje, zaraz w mej głowie włącza się pierwszy wers piosenki Maryli Rodowicz i uparcie nucę „światem zaczęła rządzić jesień…”. O ile wrzesień i październik mogą zaskoczyć mnie pozytywnie przyjemną aurą i cieszącymi oko kolorami, o tyle listopad od razu odbiera mi energię. Przez chwilę chciałam nawet zmienić swoje życie i zostać jesieniarą, pokochać to wszystko, co daje ta pora roku. Kogo ja chciałam oszukać? Moje serce zrobione jest z upałów i soczystej zieleni traw! Podjęłam próbę zmiany, ale dziś widzę już tylko te wady i minusy jesieni. Jakie? Takie!

Jest zimno i wieje. Robert Górski z Kabaretu Moralnego Niepokoju mówił w jednym ze skeczy, ze gdy jest zimno i wieje, to jest zimno, a gdy jest zimno i nie wieje, to jest ciepło. Trochę się z nim zgadzam, a trochę nie. Dla mnie temperatura poniżej 25 stopni to już taki trochę chłód. Co innego zima. Zima ma zimno w nazwie, a jesień nie, więc skąd to upodobanie do niskich temperatur? Na samą myśl o przebywaniu poza domem robi mi się… zimno!

A gdy jest zimno, trzeba się grubo ubierać. Zazwyczaj mam na sobie więcej warstw niż wymaga tego temperatura, ale uważam, że lepiej mieć, co zdjąć, niż nie mieć, co na siebie włożyć. Ubieram się na cebulkę, choć rzadko korzystam z prawa zrzucenia wierzchniego okrycia. Szczelnie zakrywam głowę, szyję, dłonie i kostki. Już w dzieciństwie przyrzekłam sobie, że nigdy jesienią nie będę udawała, że nadal trwa lato. Żal mi, gdy przed wyjściem z cieplutkiego domu, trzeba się tyle namęczyć przy ubieraniu. Latem, to co innego! Tak, jak siedzę na kanapie, tak wstaję i wychodzę!

Jest ciemno! Czasem mam wrażenie, że jesienna doba ma tylko jedną godzinę, w której akurat słońce występuje gdzieś indziej. Budzisz się rano- ciemno, wracasz z pracy- ciemno, kładziesz się do łóżka- ciemno, idziesz do piwnicy- bierzesz latarkę 😉 Gdy na dworze jest tak szaro i ponuro, zdarza mi się pomylić posiłki. Zastanawiam się, czy jadłam już śniadanie, czy była to kolacja? Ten brak naturalnego światła sprawia, że częściej kupuję piżamy, a niżeli ubrania wyjściowe.

Jest jakby smutno…. Może trochę melancholijnie, jakby nostalgicznie… Jesienią zmieniam cały repertuar. Płyty ze słonecznym reggae zaczynają zbierać kurz, ustępując miejsca klasyce i numerom, w których najważniejsze jest słowo. Inne wybieram też książki. Te, po które sięgam jesienią częściej są reportażami, biografiami, czy historiami opartymi na faktach.  Mam na nie czas, przecież ciągle jest ciemno, a po zmierzchu raczej nie wychodzę z domu!

Jest mokro! Myślałam, że jak kupię kalosze i przeciwdeszczową kurtkę, to pokuszę się o spacer w deszczu. Właśnie rozśmieszyłam samą siebie! Przecież jesienne opady potęgują uczucie zimna, a to z góry przekreśla poruszanie się pieszo poza domem. Dawno, dawno temu myślałam, że śnieg jest w porządku. Na szczęście w porę zorientowałam się, z czego jest zrobiony i jak do deszczu żywię do niego niechęć.

Być może są zalety jesieni… Coś, kiedyś o nich słyszałam, ale ciężko będzie znaleźć dla nich miejsce w mojej tabeli.  O wiem! W tej porze roku wspaniała jest możliwość noszenia sukienek w ciepłych kolorach i milutkich, wełnianych swetrów. Można się w nie wystroić i pomyśleć o tym, że ktoś właśnie uśmiecha się do opadających liści. Ja się nie uśmiecham. Snuję plan, by się w te liście zagrzebać!

Dodaj komentarz