Czy ciekawiło Was kiedyś coś tak bardzo, że nie dawało Wam spać po nocach i tylko dostęp
do wiedzy o tym, przywróciłby Wam swobodny oddech? Uspokajam: nie jesteście sami i
dodam, że za taki rodzaj ciekawości nie idzie się do piekła.
Kiedyś bardzo chciałam wiedzieć, jak w środku wygląda …kura. Jako osoba
małomiasteczkowa, ale jednak miastowa, nie mogłam po prostu wyjść na podwórko i
zobaczyć, jak babcia rozprawia się z drobiem. Musiałam szukać dalej. Poczekałam więc do
czasu, aż Internet rozhulał się na dobre. Dorosła i odważna włączyłam filmik ukazujący
wnętrze kury. Po pierwszej minucie zbladłam, po kolejnych zaczęłam się pocić, w połowie
seansu wyłączyłam i nadal wiem tyle, co nic.

Chciałam też dowiedzieć się, jak powstaje kolekcja ubrań. Spodziewałam się, że nie będzie
tak krwawo jak w przypadku kury, więc do zgłębienia tematu podeszłam bez obaw. Przy
okazji tworzenia nowej kolekcji we Freeshion, mogę Wam o tym opowiedzieć. Przecież
wiem, że też Was to ciekawi!


Życie ubrania zaczyna się od trendu. Specjaliści badają rynek i reakcję potencjalnych
klientów. Są trendy, które przyjmują się łatwo i zdaje się, że zostaną z nami do końca świata,
takie jak noszenie spodni rurek, które pomimo sporej konkurencji pozostają
niekwestionowanym numerem jeden. Są też takie, z którymi najpierw należy się oswoić i
mam tu na myśli chociażby spodnie kolarki noszone do szpilek. Nie wiem, co zadziałało tu
bardziej: akceptacja czy strach przed tym, że któraś z lansujących to zestawienie
Kardashianek zgniecie nas udami, a mąż jednej z nich napisze o nas niepochlebny utwór? Są
też trendy powracające i goszczące na modowej scenie przez chwilę, tak jak w przypadku
ubrań farbowanych techniką tie dye. Oczywiście są też trendy, których nikt nie akceptuje, a
wyplenić tego niesposób. Chodzi oczywiście o skarpety noszone do sandałów. To takie disco
polo wśród outfitów; nikt się tak nie nosi, ale każdy ma na koncie romans z tym zestawem.
Po zbadaniu rynku sytuacja jest jasna: wiadomo, na widok jakiej rzeczy zareagujemy
przyspieszonym biciem serca i co od teraz stanie się obiektem naszych westchnień.

Wiemy już , jaki jest trend. Trzeba teraz przenieść go na papier i tu rozpoczyna się rola
projektanta. Próbowaliście kiedyś coś zaprojektować? Od razu powiem, że ja tak!
Zrezygnowana poszukiwaniami sukni z moich marzeń pomyślałam, że przecież tylko ja
wiem, czego tak naprawdę chcę: rękaw taki, pas niżej, falbanka, kołnierzyk taki mały,
materiał miły dla ciała, ale lekki i przewiewny oraz koniecznie w kwiaty polne, a długość?
Taka dla kobiety w normalnym wieku! Szybko okazało się, że nie umiem pięknie rysować, a
kołnierzyk z mojego projektu mógłby mnie zabić podczas popołudniowej drzemki. Niech
lepiej zajmują się tym profesjonaliści. Niech decydują o fasonie, materiale, wzorze i detalach.
Gdy wizja projektanta, będąca jego pomysłem na panujący trend, jest już narysowana, do gry
wchodzi konstruktor odzieży.


Próbowaliście kiedyś robić wykroje? Od razu powiem, że ja tak. Wiadomo, że zarzuciłam
pomysł powołania do życia morderczej sukni, gdyż w planach mam jeszcze trochę pożyć, a
żadna wytwórnia filmowa nie była zainteresowana nakręceniem filmu na ten temat.
Wykrajałam ubranka dla lalek. Teraz, gdy już prześledziłam proces powstawania kolekcji,

wiem, że robiłam to trochę źle. Konstruktor odzieży analizuje rysunki, a następnie każdą jego
część przenosi na papier, tworząc siatkę konstrukcyjną. Taka siatka umożliwia pracę
kolejnym osobom.

Co dalej? Szycie prototypów.
Trend był? Był! Wizja artystyczna i projekt były? Były! Konstrukcje i wykroje też? Też! To
co? Można już szyć dla całej ludzkości? Nie tak szybko! Najpierw należy uszyć prototyp,
czyli taką wersję próbną, którą przymierzy żywy człowiek i wypowie się, czy w danej
odzieży da się zachować wszystkie funkcje życiowe. Gdybym uszyła ubranka dla lalek
według moich wykrojów, Ken musiałby mieć na siłowni dzień nóg trzy razy dziennie, a
Barbie, żeby swobodnie czuć się w uszytej przeze mnie sukni, powinna wprowadzić w życie
dietę milion kalorii. Wróćmy jednak do ludzi. Gdy wszystko jest ok., można szyć dla całej
ludzkości! No dobra, może za chwilę. Nich jeszcze projektant oceni, czy o to mu chodziło, a
konstruktor, czy dobrze się układa. Krawcowej też dobrze posłuchać. Gdy wszyscy w euforii
zamierzają przybijać sobie piątki lub zapiać z zachwytu, ja jeszcze na chwilę wstrzymałabym
tę fetę. Dopuśćmy do głosu technologa! Przecież to on najlepiej wie, jaki materiał będzie
odpowiedni dla konkretnego fasonu. Pewnie odradziłby mi powołanie do życia futrzanych
legginsów czy koronkowej puchówki. A szkoda, bo w mojej głowie wyglądają pięknie!
Podpowie za to, jak usztywnić kołnierzyk, gdy ten nie chce się układać albo jak poprawić
linię dekoltu.


Sami widzicie, że w tworzeniu kolekcji niezwykle ważne są współpraca i wzajemne zaufanie.
To dzieło zespołu złożonego ze zdolnych i kreatywnych solistów znających się na swoim
fachu.
Ps. Chcecie zobaczyć, co nam wyszło? …Niebawem pokażemy znacznie więcej! 🙂